sobota, 22 stycznia 2011

recenzja zbiorcza: Jamie Oliver

Jeżeli wahacie się czy zrobić coś według jego przepisu lub zastanawiacie się nad kupnem jego książki na prezent - możecie to robić w ciemno. Jamie Oliver jest nie tylko gwiazdą mediów, a jego książki są nie tylko albumami zdjęć jego i jego rodziny. On (lub ktoś kto stoi za tym przedsięwzięciem) naprawdę umie pisać przepisy. Śmiało mogę powiedzieć, że w 99,9 % są to przepisy bardzo udane, a zrobiłam już chyba setkę potraw według jego książek. Co to znaczy? Po pierwsze: potrawy wychodzą, czyli proporcje są dobrze napisane, a instrukcja jest czytelna nawet dla osób, które gotują po raz pierwszy w życiu. Po drugie: potrawy są dobrze skomponowane. Znajdziecie tam smaki, które nie ranią podniebienia, a jednak są zaskakująco świeże. Bo Jamie Oliver czerpie z kuchni świata i przekłada to na język kuchni pop, czytelny także dla Polaków. Dla mnie odkryciem było np. połączenie kurczaka z fenkułem, ananasem i papryką. Po trzecie: większość przepisów jest stworzona dla ludzi zabieganych, więc naprawdę są szybkie do przyrządzenia.

A ten ułamek procenta? To jest ten jeden raz, kiedy mój mąż niemal się na mnie obraził za obiad! Spaghetti na zimno. Wiem, że włoska kuchnia ma taki wynalazek, że to nie Jamie to wymyślił, ale ja się sparzyłam na jego książce ten jeden raz. Smaki były fajne: głównie pomidory i świeży majeranek (świeży smakuje zupełnie inaczej niż suszony). Ale ten sos na zimno podany do ciepłych klusek... Ja mówię: nie.
No cóż, to jednak wciąż tylko ułamek procenta.

1 komentarze:

  1. Jamie jest super. Jego przepisy sciągam z kuchniaTV. Parę razy byłem blisko kupienia jego książek, ale jak obejrzałem, to odchodziła mi ochota. Co druga strona to fota z Jamie’m. Czasy, kiedy cały mój pokój był oblepiony plakatami gwiazd muzyki pop, to od dawna archeologia.

    OdpowiedzUsuń na zawsze