Ja sama ciast nie robię, gdyż mi nie smakują. Wyjątki robię wtedy, gdy coś w przepisie stanowi dla mnie wyzwanie. Sernik więc. Czeka na swoją kolej. Dwa razy w życiu robiłam. Oba wyszły najlepsze na świecie. Ale niestety nie wiem dlaczego. No i kiedyś wezmę się za struclę, ale na razie nie czuję się dość mocna w łokciach ;)
Do wuzetki. Recenzja zapożyczona od mamy będzie. Przepis recenzowany jest tutaj: http://palcelizac.gazeta.pl/palcelizac/1,110783,8976040,Wuzetka_warszawska.html
W przepisie, przytoczę, "Żółtka ubij z cukrem na puszystą masę. Nie przerywając ubijania, wsypuj powoli mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i kakao. Białka ubij na sztywną pianę i na koniec dodaj delikatnie do ciasta. Dwie jednakowej wielkości prostokątne blachy wysmaruj tłuszczem i wysyp tartą bułką. Ciasto podziel na dwie równe części i wyłóż do blach."
Ja rozumiem, że do ubijania używa się trzepaczki. Nie wyciągam grubego sprzętu. Otóż, jeśli zastosujecie się do instrukcji i proporcji z tego przepisu, trzepaczka ugrzęźnie wam w twardej bryle już po dosypaniu części mąki i nie da się z niej wyjąć. Można kombinować, dodając wcześniej białka, dla rozpulchnienia ciasta, ale czy po to mam przepis, żeby kombinować, jak z niego wybrnąć?
Czepiłabym się też ilości śmietany bitej - 1 litr sugerowany przez przepis to zdecydowanie za dużo na tyle ciasta, ile podają.
Smak ostateczny: mdłe. Ale to akurat nie podlega mojej krytyce, bo są tacy, którzy lubią smaki mdłe. Może to jest przepis właśnie dla nich.
0 komentarze:
Prześlij komentarz